poniedziałek, 3 czerwca 2013

Egipskie koty

Egipskie koty

Właśnie wróciłem z Egiptu, gdzie spędzałem tygodniowy urlop. Piękny hotel, urokliwe morze, wspaniałe rafy koralowe, pustynia, temperatura 40 stopni i oczywiście egipskie koty. Muszę jednak przyznać, że te ostatnie głównie w sklepach z pamiątkami, pod postacią figurek przedstawiających święte koty z czasów faraonów.

Żywych pierwowzorów jakoś nie za bardzo widziałem. Prócz hotelowej kotki i jej jedynego dziecka, która miała swoją kryjówkę tuż przy domku, w którym mieszkaliśmy. Może chowały się przed panującymi w ciągu dnia upałami, wychodząc na łowy dopiero po zmroku? Kotka-rezydentka też pojawiała się przede wszystkim wieczorem i wczesnym rankiem.

Inna sprawa, że nie pojechałem do Egiptu, by obserwować tamtejsze futrzaki, tylko po to, by wylegiwać się na leżaku – typowy urlop wypoczynkowy. Trochę jednak byłem rozczarowany, że tak mało kociastych tam widziałem. Nawet na terenie hotelu, który zajmował przecież spory obszar! Przecież Egipcjanie, jako wyznawcy islamu powinni cenić i kochać te zwierzęta. Nie mówiąc już o dziedzictwie Starożytnego Egiptu.

Koty w kraju Faraonów były przecież uznawane za święte. 


Kochano je i oddawano boską cześć. Poświęcone były Bastet – bogini miłości, tańca, radości, muzyki, płodności i księżyca, której najważniejszym miejscem kultu było starożytne miasto Bubastis, położone w wschodniej części delty Nilu. Bogini przedstawiana była najczęściej w postaci kobiety z głową kotki.

Pierwotnie ponoć świętym zwierzęciem utożsamianym z Bastet był lew. Wszakże lew jako obiekt kultu jest nieco kłopotliwy. Powiedzmy szczerze – zbyt niebezpieczny. Zdarzało się nie raz, iż zjadał swoich kapłanów. Legenda głosi iż pewien mnich, którego jakieś ważne sprawy powiodły na wschód, odnalazł tam małe płowe zwierzątko, które do złudzenia przypominała lwa, czyli po prostu kota. Sprytny mnich wpadł na pomysł, by groźnego lwa zastąpić jego miniaturową i łagodną wersją.

Gdy kot umierał jego opiekunowie golili brwi na znak żałoby.


Ciało kota było z należytą czcią balsamowane i grzebane. Na kocich cmentarzach, między innymi w okolicy Bubastis, pochowano tysiące futrzaków. W XIX wieku Anglicy odkopali aż trzysta tysięcy kocich mumii, które przewiezione zostały do Liverpoolu, gdzie... przerobiono je na nawóz i paliwo do lokomotyw! Cóż za świętokradztwo. Przecież zabicie kota karane było w kraju Faraonów śmiercią!

Co ciekawe jednak, koty były również rytualnie zabijane i balsamowane przez kapłanów podczas świąt religijnych. Ich mumie były nawet wystawiane na sprzedaż – każdy pielgrzym mógł nabyć sobie taką świętą pamiątkę i zabrać ze sobą do domu. Dodajmy, że kapłani nie zawsze byli uczciwi i pod bandażami kocich mumii znajdowały się często nie całe futrzaki, ale tylko kilka kości lub jakieś inne fragmenty ich ciał.

Egipskie koty są znacznie smuklejsze od naszych rodzimych dachowców. 


Mają delikatniejsze ciała i cieńsze kości. Ich futro zaś pozbawione jest grubej warstwy podszerstka. Są więc bardzo dobrze przystosowane do gorącego klimatu panującego w kraju nad Nilem. Ponoć ich bezpośrednimi przodkami mają być koty abisyńskie i egipskie mau – tak przynajmniej twierdzą wielbiciele tych dwóch kocich ras.

Zdjęcie: Fotolia.com

1 komentarz:

  1. Bardzo fajnie byłoby gdyby mi przyszła by taka.wycieczka, no ale szkoda, że tam jest aż tak mało kotełów jak pan mówi!! Nawet teraz! Ciekawe co się z nimi stało... może większość domów a aż po dwa takie koty, albo reszta z nich.się pochowała? Wokół mnie kłębi się wiele pytań...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia