czwartek, 6 czerwca 2013

Granice hodowli kotów

Granice hodowli kotów
Pisząc posta o kotach bengalskich wspomniałem trochę o dylematach moralnych związanych z hodowlą takich ras. Nie rozwijałem tego tematu, bo też tekst poświęcony był czemu innemu. Powróciło do mnie jednak pytanie, które sam sobie często zadaję: jak daleko może posunąć się człowiek, by uzyskać zamierzone efekty hodowlane? Gdzie przebiega granica w hodowli kotów?

Jeśli o mnie chodzi, to owa granica znajduję się tam, gdzie uzyskanie celu hodowlanego wiąże się z cierpieniem naszych zwierząt.

Weźmy dla przykładu takie koty savannah. No nowa stosunkowo rasa, która podobnie jak bengale została uzyskana w wyniku krzyżówki kota z domowego z jego dzikim kuzynem. W tym przypadku z serwalem. Nie przeczę, że savanah są pięknymi zwierzętami. Ich wyhodowanie wiązało się jednak z cierpieniem wielu kotów.

Nie mogło być jednak inaczej, biorąc pod uwagę duże różnice w wielkości między serwalem a kotem domowych. Nierzadkie były przypadki, gdy ten pierwszy po prostu zjadał swego kociego partnera na przystawkę. Kotki zaś, które udało się pokryć samcem serwala nie przeżywały ciąży i porodu, czego przyczyną była duża wielkość płodów.

I to moim zdaniem było najgorsze! W takich programach hodowlanych koty traktowane są nad wyraz przedmiotowo. Zostaną zjedzone, zdechną, będą okaleczone - to wydaje się być mało istotne, ważny jest cel! Ale czy ten jest najważniejszy?

Program uzyskania savannah to rzecz jasna bardzo skrajny przykład. Kontrowersyjna jest jednak również hodowla ras obarczonych wadami genetycznymi. Manksy, u których brakowi ogona często towarzyszą zrosty kręgów w tylnej części kręgosłupa, co powoduje trudności w poruszaniu. Szkockie foldy, u których gen warunkujący zwisające uszy, przyczynia się również zgrubienia kości, a w homozygotach zamieranie zarodków. Nie mówiąc już o kotach ze zwielokrotnioną liczbą palców.

Wydawać by się mogło – przynajmniej w moim odczuciu – że hodowla kotów powinna zmierzać do eliminowania wad genetycznych, a nie ich utrwalania. Owszem, w świetle prawa są naszą własnością, ale czy to znaczy, że możemy robić z nimi, co tylko nam się żywnie podoba? Przecież to żywe istoty, zdolne do odczuwania bólu! Może więc warto się czasami zastanowić, czy w naszych dążeniach do uzyskania osobników odpowiadających naszemu poczuciu estetyki nie przekraczamy pewnych granic?

Zdjęcie: Fotolia.com

2 komentarze:

  1. A co zrobiono ze zdrowych persow? Koty niepelnosprawne, czasem nie potrafiace nawet zjesc normalnie posilku, koty cierpiace z powodu klopotow z oddychaniem czy ciagle zalanymi lzami oczkami i co sie z tym wiaze, poprzez zatkene kanaliki stany zapalne itp. Co zrobionio z syjamami i kotami o esktremalnie duzych uszach, ktore powoduja, ze wiele kociat umiera przy narodzinach wlasnie z powodu tych duzych uszu. Ja juz nie mowie o krzyzowkach z kotami dzikimi, ale zabierzmy sie za to co jest tolerowane nawet na wystawach... Sam bylem swiadkiem widzacym sapiacego i zalzawionego persa czy egzotyka na wystawach. I to nie jeden raz!

    OdpowiedzUsuń
  2. To bardzo smutne, że ludzie mogą zrobić takie coś, no a teraz pomyśleć co z kotem, który nie ma różnych częś i ciała jeszcze??? Okropieństwo.

    OdpowiedzUsuń