wtorek, 10 grudnia 2013

Rozstania

Rozstania
Bywa tak w życiu, że musimy rozstać się z naszym kotem. Po prostu nie mamy innego wyjścia. Powody są różne, ale jeśli kochamy naszego futrzaka, podjęcie tej decyzji zawsze jest bolesne. A i naszemu zwierzakowi nie jest łatwo, tym bardziej, że on nie rozumie, dlaczego opuszcza miejsce, w którym czuł się bezpiecznie.

Powody dla których musimy pożegnać z naszym kotem są różne. Pierwszy właściciel mojej – nieżyjącej już – pierwszej kotki rosyjskiej niebieskiej zmuszony był ją oddać ze względu na swoją alergię. Cóż za prozaiczny powód, jakże częsty niestety. Czasami jest tylko pretekstem, by pozbyć się zwierzaka, którego już nie chce, ale nie w tym przypadku. Wiem, że poprzedni opiekun Poli naprawdę nie miał innego wyjścia. Nie pomagały leki i różne terapie.

Może to egoistyczne z mojej strony, ale ja się cieszę, ponieważ dzięki temu zyskałem wspaniałego futrzaka. Wiem jednak, że dla jej poprzedniego właściciela było to bardzo bolesne rozstanie. Dla kotki również. Długo trwało zanim przyzwyczaiła się do nowego domu i zanim mnie zaakceptowała. Bardzo musiałem się o to starać, ale udało się.

Mnie również nie ominęła gorycz rozstania, choć powody były całkiem inne. Musiałem na przykład oddać pewną koteczkę, ponieważ zupełnie nie potrafiła współżyć z innymi moimi kotami. Bez przerwy się z nimi biła i żyła w ciągłym stresie. A stres ten odbijał się negatywnie również na jej kontaktach ze mną. Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że kota ta urodziła się u mnie i wychowywała się od urodzenia z innymi kotami. Ale ona była typowym samotnikiem, który nie toleruje obecności swoich pobratymców, potrzebuje wyłącznie człowieka.

Nie miałem wyjścia. Czasami najlepsze, co możemy zrobić dla swojego zwierzęcego przyjaciela, to oddać go. Oczywiście nie byle komu. Mnie udało się znaleźć dla niej doskonałą opiekunkę. Lepszej nie mogłem. W nowym domu kot odżył i zmienił się nie do poznania. U mnie była płochliwa i nieufna, nie lubiła być głaskana i brana na ręce – w nowym domu zrobił się z niej pieszczoch, jakich mało. Nareszcie była sama, bez innych kotów i miała człowieka wyłącznie dla siebie. I była szczęśliwa. Tak, najlepsze co mogłem dla niej zrobić to znaleźć jej nowy dom.

Zdjęcie: Fotolia.com

2 komentarze:

  1. Oj tak rozstania to dramat dla obu stron. Ale są jeszcze inne. Miałam dachowca ,który był wolny i chadzał własnymi drogami. Nie przepuścił żadnej myszy.Pewnego dnia znikł. Równo pół roku później znalazłam go w pewnej odległości od domu,nieszczęśliwego i przestraszonego.Znał drogę do domu,a wyglądał jakby przed chwilą spadł z księżyca. Po powrocie okazało się,że za skarby świata nie chce być wolny,a myszom przygląda się bez specjalnego zainteresowania nawet gdy ma je pod nosem.
    Na którymś z blogów czytałam,że dziewczyna spotkała na wycieczce wychudzonego kota ,zapytała kogoś czyj on jest i usłyszawszy,że niczyj zabrała i znalazła mu szczęśliwy dom. Skąd wiedziała czy ten ktoś nie chciał np dokuczyć właścicielowi kota? Moje koty latem nigdy upasione nie bywały,dopiero na jesień obrastały tłuszczykiem. Może ten ktoś "głodził"go z biedy i należałoby inaczej im pomóc.
    Uważajmy by chcąc pomóc,nie zrobić większej krzywdy,bo kot nie powie czyj jest.A futrzaki doskonale pamiętają swoich ludzi i tęsknią niewyobrażalnie.Pozostaje życzyć wszystkim żeby nie było niepotrzebnych rozstań. B

    OdpowiedzUsuń
  2. Alergia? Żaden powód, też mam alergię i mało tego, że mam kota, to jeszcze z nim śpię :P

    Jedyny powód rozstania to oddanie drugiego adoptowanego kota, bo pierwszy go nie akceptuje. Innego nie widzę, bo z każdej sytuacji jest wyjście. Nie wyobrażam sobie oddać Tygryska z jakiegokolwiek powodu, też dlatego, że skończyłby się to uśpieniem go, jest trudnym kotem, do tego za bardzo go rozpieściłam, ale mnie jest z nim dobrze i jakikolwiek by nie był- jest mój.

    OdpowiedzUsuń