wtorek, 29 kwietnia 2014

Dlaczego hodowcy kastrują kocięta przed ich sprzedaniem?

Dlaczego hodowcy kastrują kocięta przed ich sprzedaniem?
Wielu hodowców kotów (coraz więcej) decyduje się sprzedawać kocięta już wykastrowane (oczywiście te z nich, które nie są przeznaczone do dalszej hodowli). Praktyka ta wzbudza wiele kontrowersji, ale uwierzcie mi, że podyktowana jest koniecznością.

Kiedyś byłem zdecydowanym przeciwnikiem kastrowania tak młodych kotów. Uważałem, że najpierw futrzak powinien dorosnąć. Zmieniłem jednak zdanie. Dlaczego?

Moje nastawienie zmienili ludzie. Zaczynając przygodę z hodowlą kotów, byłem strasznie naiwny. Wierzyłem, że ludzie, którym sprzedaje się kocięta są uczciwi i jeśli umawiamy się, że kupowany przez nich zwierzak ma być wykastrowany, to wykastrowany zostanie. Niestety, doświadczenie nauczyło mnie, że wobec ludzi kupujących kocięta trzeba stosować zasadę ograniczonego zaufania.

Oczywiście, zanim się kociaka sprzeda, przeprowadza się z przyszłym opiekunem długą rozmowę. Człowiek stara się wybadać jego intencje. Wyczuć, czy będzie dobrym opiekunem. I co najważniejsze, upewnić się, czy nie planuje założyć pseudo-hodowli i nie będzie rozmnażał zakupionego kota. Dbam o przyszłość moich kociąt. Nie chcę, by ktoś traktował je jako łatwe źródło dochodu, jak maszynki do rodzenia i płodzenia dzieci, które później sprzeda byle komu na Allegro czy innym tego typu portalu internetowym, a jeśli się nie sprzedadzą, to wyrzuci na śmietnik.

Przykro to mówić, ale nigdy nie można być stuprocentowo pewnym, że tak się właśnie nie stanie. Oferując do sprzedaży kastrowane kocięta, eliminujemy z listy zainteresowanych kupnem wszystkich tych pseudo-hodowców i handlarzy. Im już nasze futrzaki nie są potrzebne. Zostają ci, którym zależy wyłącznie na zwierzęcym przyjacielu, a przynajmniej taką mam nadzieję.

Kastrując kocięta zabezpieczam je również przed nieplanowanymi i niepożądanymi kryciami. Zdarza się przecież, że ludzie dopuszczają swe zwierzaki do rozrodu nie ze złej woli, by na nich zarobić, ale dlatego, iż nadal uważają, że to dla ich dobra. Czasami niechciana ciąża jest „wypadkiem przy pracy”, czyli właściciel kota nie dopilnował. I tak dalej. To również nie jest dobre i ani ja, ani inny szanujący się hodowca nie chce, by kociakom z jego hodowli takie „wypadki” się zdarzały.

A co z kociętami będącymi efektem owych „wypadków”? Czy znajdą dobre domy, czy wylądują na ulicy? Decydując się na hodowlę kotów, wziąłem na siebie odpowiedzialność nie tylko za futrzaki, które mam w domu, ale również na ich potomków.





Zdjęcie: Fotolia.com

1 komentarz:

  1. Uważam, że kotek wykastrowany w wieku 3 miesięcy to jakas masakra. Przecież to jeszcze dziecko- jak ma się potem rozwijać ??

    OdpowiedzUsuń

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia