piątek, 3 października 2014

Eutanazja śmiertelnie chorego kota

Eutanazja śmiertelnie chorego kota
W najbliższą niedzielę, czy już pojutrze, obchodzimy Zwierzęce Zaduszki – dzień, w którym wspominamy naszych zmarłych zwierzęcych przyjaciół. Ja  teraz myślę głównie o mojej koteczce, która odeszła za Tęczowy Most w tym roku, w wakacje. Była nieuleczalnie chora, zmuszony byłem więc podjąć najtrudniejszą w takich sytuacjach decyzję.

To dziwne! Niby uważam, że najlepszą przysługą, jaką możemy oddać naszemu umierającemu zwierzęcemu przyjacielowi, to oszczędzić mu dalszych cierpień, usypiając go, a jednak pewne wątpliwości pozostają. Dwa tygodnie jeździłem z Dzidką do weta przekonany, że to już ostatnia wizyta... i za każdym razem wracałem z nią do domu. Może dać jej jeszcze szansę? – myślałem. Może jeszcze za wcześnie, by się poddawać? Może wypróbować jeszcze inne leki? No i czy mam prawo decydować o jej życiu?

Z drugiej jednak strony człowiek zastanawia się, czy utrzymywanie przy życiu śmiertelnie chorego zwierzaka nie jest przejawem zwykłego egoizmu. Czy tak naprawdę nie robię tego tylko i wyłącznie dla siebie, bo przecież to mi trudno jest rozstać się z sierściuchem, który przez 18 lat był członkiem mojej rodziny? Czy z powodu uczucia, jakim go darzę, mam pozwolić mu cierpieć? Gdyby przynajmniej była jakakolwiek szansa na wyleczenie, ale niestety są choroby, których leczyć nie umiemy. Nie ma co liczyć na to, że będzie lepiej, bo może być już tylko gorzej.

Każdy kochający swego zwierzaka człowiek sam musi odpowiedzieć sobie na te wszystkie pytania i sam podjąć decyzję zgodną z własnym sumieniem. Mimo wielu wątpliwości, ja wybrałem eutanazję. Nie chciałem czekać, aż nowotwór zaatakuje całe ciało mojej koteczki, aż zaczną się przeżuty, co szybko by się stało. Nie chciałem czekać, aż zacznie skręcać się z bólu. Mimo wszystko uważam, że trzeba kochanemu futrzakowi pozwolić odejść z godnością, będąc przy nim aż do końca. Chyba na to sobie zasłużył, prawda?




Zdjęcie: Fotolia.com

4 komentarze:

  1. wydaje mi się, że podjąłeś słuszną decyzję. oczywiście to smutne i trudne dla każdego właściciela, który rzeczywiście uwielbia swoje zwierzaczki ale chyba czasem tak jest lepiej niż biedne maleństwo miałoby się męczyć... pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Na sama myśl łzy cisną się do oczu. Domyślam się, że to nie jest łatwa decyzja. Mam nadzieję, że moja Kotka (w dalekiej przyszłości) odejdzie naturalnie, bez bólu dla Niej. Dla nas będzie to tragedia, w końcu to najukochańszy członek rodziny....

    Bardzo interesujący blog, czyta się go lekko, przyjemnie i przede wszystkim potrafisz zaciekawić czytelnika.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślałam, że moja kocia będzie ze mną baardzo dłuugo, ale zachorowała na trzustkę i po paru miesiącach leczenia (tuż po świętach wielkanocnych) zdecydowałam się ją uśpić... Miałam wątpliwości, owszem. Mogłam ją trzymać na poczwórnych dawkach leku i na kroplówkach... ale po co?? ...po to by męczyła się a ja mogłabym cieszyć się nią jeszcze jakich czas?? Nie, zawsze robiłam wszystko ''pod nią'' a nie ''pod siebie'', dlatego ją uśpiłam, choć była to dla mnie tragedia i brakuje mi jej tak bardzo, że przez pierwsze dni chciało mi się iść za nią. Miała tylko cztery lata :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Co by było gdy by, nie ma co dopuszczać złych myśli. Żyje się dalej.

    OdpowiedzUsuń