poniedziałek, 1 września 2014

Jak wprowadzić do domu drugiego kota?

Jak wprowadzić do domu drugiego kota?
Podobno często tak jest, że mając jednego kota, prędzej czy później chcemy mieć drugiego. I słusznie! Problem tylko w tym, czy nasz futrzak zaakceptuje przybysza i na odwrót. Z tym zaś bywa różnie. Raczej nie liczyłbym, że zwierzaki pokochają się od pierwszego wejrzenia. Koty są terytorialne. Nasze mieszkanie jest dla naszego futrzaka terytorium, może więc uznać przybysza za intruza, który chce mu to terytorium odebrać, a na to nie może sobie pozwolić, istnieje więc duże ryzyko, że zaatakuje nowo przybyłego.

W dużej mierze wszystko zależy od temperamentu kotów, który zależy z kolei między innymi od rasy. Z moich doświadczeń wynika na przykład, że większych problemów z akceptacją nowych czworonożnych domowników nie mają koty perskie i egzotyczne. Futrzaki te są bowiem z natury spokojne i nieco flegmatyczne. Ale takie, dajmy na to, koty rosyjskie niebieskie to już całkiem co innego.

Jestem pewien, że gdybym przyniósł do domu obcego kota, moja kocica od razu by go zaatakowała i skoczyło by się walką, zwłaszcza, gdyby przybysz był tak samo temperamentny, jak ona. Cóż koty rosyjskie już takie są. Kochają ludzi, ale mają problemy w kontaktach z innymi przedstawicielami swojego gatunku. Można by się pokusić o stwierdzenie, że są po prostu zazdrosne o swojego człowieka i chcą mieć go tylko dla siebie.

Ale nawet w przypadku moich futrzaków są wyjątki do reguły. Kiedyś nocował u mnie razem ze swoją kotką pewien mój znajomy, który przyjechał do Warszawy na wystawę kotów. I stała się rzecz niesłychana. Moje koty na widok obcego futrzaka wcale nie zareagowały agresję. Wręcz przeciwnie. Zachowywały się tak, jakby się go bały. Muszę tu powiedzieć, że koteczka mojego znajomego jest dużym, puchatym persem. I tu pewnie był pies, czy może raczej kot pogrzebany. Podejrzewam, że ta ogromna kula futra wydawać się im musiała bardzo groźna. Tym bardziej, że wizytująca nas koteczka, jak na persa przystało, kompletnie niczym się nie przejmowała i zachowywała się, jak by była u siebie w domu.

Wracając jednak do tematu. Spokojne z natury futrzaki łatwiej zaakceptują się nawzajem. Z pewnością również szybciej zaprzyjaźnią się ze sobą kocięta, które jak wszystkie dzieci są otwarte i bardziej towarzyskie. Im starsze zwierzę, tym trudniej nawiązuje nowe kontakty. Dotyczy to zwłaszcza tych kotów, które przez długi czas przebywały bez towarzystwa swych pobratymców. Trudno im będzie pogodzić się z pojawieniem się na ich terytorium dorosłego kota, ale mogą zaakceptować kociaka.  Łatwiej też połączyć ze sobą przedstawicieli różnej płci. Oczywiście są wyjątki od tych reguł.

Tak czy inaczej, gdy przyniesiemy do domu nowego futrzaka, lepiej nie ryzykować i nie wpuszczać go od razu do rezydenta, w nadziei, że jakość to będzie. Jeśli pierwszy kontakt między nimi zakończy się bijatyką, zwierzęta mogą już nigdy się ze sobą nie zaprzyjaźnić. Lepie więc, by koty zapoznawały się ze sobą powoli, w kontrolowanych przez nas warunkach. Rzecz jasna początkowo koty muszą mieszkać oddzielnie, dopóki się nie zaakceptują.

W różnych tekstach źródłowych spotkałem się z sugestią, by nowego lokatora zamknąć w transporterze lub w klatce, by zwierzaki nie miały do siebie dostępu, ale mogły się widzieć przez kraty. Moim zdaniem zamknięty powinien być rezydent. Dlaczego? Otóż sytuacja nowo przybyłego zwierzaka jest o wiele gorsza, niż tego, który mieszka z nami od dawna. Nowy znalazł się bowiem na obcym terenie, na którym nie czuje się pewnie. Zamknięty w klatce lub w transporterze będzie czuł się osaczony przez właściciela rewiru, który będzie mógł swobodnie krążyć wokół niego. Nowy musi mieć możliwość zapoznania się z otoczeniem i oznaczyć się swoim zapachem, by zaakceptować się jako swoje. Rzecz jasna właściciel rewiru nie będzie zachwycony faktem, że gdy siedzi zamknięty, jakiś obcy szwenda się po jego terenie, ale łatwiej mu będzie to znieść, niż przybyszowi.  Na początku zatem lepiej zamykać rezydenta, a nie przybysza. Z czasem możemy zamykać je na zmianę.

Do zamykania kotów, od transportera lepsza byłby przestronna klatka, do której można wstawić kuwetę i miski z wodą i jedzeniem. Jedzenie jest tu ważne, ponieważ nic tak nie zbliża, jak wspólne posiłki. Dlatego podczas tych „sesji zapoznawczych” warto spróbować karmić futrzaki. Jeśli będą chciały jeść, będzie to dobrym znakiem. Takie kontakty „przez kratę” powinny odbywać się codziennie – po pół godziny, godzinę, półtorej godziny. Dopiero, gdy zwierzaki na swój widok nie będą wykazywać oznak agresji, będziemy mogli pozwolić im na kontakt bezpośredni.

A teraz zdradzę wam pewien sposób na to, by przyśpieszyć proces łączenia kotów. Ale ostrzegam, że dla niektórych z was może być on mało przyjemny. Być może wiecie, że w życiu naszych futrzaków niezwykle istotną rolę ogrywają zapachy. Zapachem znaczą one swoje terytoria. Po zapachu w dużej mierze zaprzyjaźnione osobniki się wzajemnie rozpoznają. Naszym zadaniem jest zatem sprawić, by każdy z kotów pachniał dla drugiego znajomo. Jak tego dokonać? Najlepszym sposobem jest natarcie futra każdego futrzaka moczem tego drugiego – rezydenta smarujemy moczem przybysza, a przybysza moczem rezydenta. Robimy to przed każdym spotkaniem się kotów.

Mówiłem, że to mało przyjemny sposób – niektórym z was wydaje się pewnie wręcz obrzydliwe – ale skuteczny. Dzięki niemu koty pachną dla siebie nawzajem znajomo. Oczywiście zapach moczu nie zlikwiduje całkowicie zapachów indywidualnych, ale nieco je przytłumi. Koty są więc trochę zdezorientowane. Niby mają przed sobą obcego zwierzaka, ale jakby nie do końca.

Problemem może być zebranie odpowiedniej ilości moczu zwierzaków, nie możemy przecież wymagać od nich, by załatwiały się do słoika, ale i na to są sposoby. Musimy zaopatrzyć się w kuwety o podwójnym dnie, z których jedno jest dziurkowane. Na dno sypiemy bardzo cienką warstwę żwirku, tak trochę tylko, ponieważ z pustej mogą nie chcieć skorzystać. Żwirku nie może być duży, mocz musi bowiem przeciekać przez otwory i gromadzić się pod spodem górnego dna.

Nowego kociego lokatora możemy natrzeć także naszym moczem. W ten sposób również będzie dla rezydenta pachniał znajomo, a nam łatwiej będzie zebrać odpowiednią ilość „materiału”. Ale pewnie to wyda Wam się jeszcze mniej przyjemne. A może nie?




Tekst: Jacek P. Narożniak
Zdjęcie: Fotolia.com

2 komentarze:

  1. Przy wprowadzaniu małego konta to nie ma problemu, ale dwa stare to mogą się ze sobą nigdy nie dogadać, niezależnie jak byśmy się starali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam. Oczywiście tak się też bywa. Opisany przez ze mnie sposób zapoznawania ze sobą kotów nie zawsze bywa skuteczny. Niektóre futrzaki, z tych czy innych powodów, nigdy się ze sobą nie dogadają. Czasami się tolerują, ale unikają bliższych kontaktów, a czasami przy byle okazji walczą ze sobą. Zresztą w przypadku kociąt też bywa różnie. Gdy są młode, wszystko jest OK, ale gdy dorastają, zmieniają się i już nie chcą razem przebywać.

      Usuń