poniedziałek, 30 czerwca 2014

Urlop! A co z kotem?

Urlop! A co z kotem?
Oj, zaniedbałem troszkę ostatnio tego bloga! Ale naprawdę nie miałem czasu. Pora jednak nadrobić nieco zaległości, a że zaczęły się wakacje, to poruszę temat na czasie: co zrobić z kotem podczas urlopu?

Zdecydowanie uważam, że najgorszym rozwiązaniem jest oddanie futrzaka do hotelu dla zwierząt. Choćby była to najlepsza placówka tego typu na świecie, ze wspaniałym personelem. Po prostu koty bardzo źle znoszą pobyt w pensjonacie. Nowe miejsce, nieznani ludzie i – co gorsza – obce koty! Już jedna z tych trzech rzeczy jest dla naszych zwierzaków wystarczającą przyczyną stresu, a co dopiero wszystkie trzy naraz.

Gdybym ja oddał moje futrzaki na dwa tygodnie do hotelu, odebrałbym psychiczne wraki, które wymagałyby długiej terapii, by powrócić do normalnego stanu. Jestem tego pewien. Straciłby bowiem wszystko, co zapewnia im poczucie bezpieczeństwa: własny rewir i własnego człowieka. Czułyby się porzucone. Nie wiedziałyby przecież, że to tylko tymczasowa zmiana w ich życiu i że szybko wrócą do domu.

Moim zdaniem wyjeżdżając na wakacje, kota najlepiej zostawić w domu pod opieką zaufanej osoby. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby podczas naszej nieobecności ktoś u nas zamieszkał. Jeśli jednak jest to niemożliwe, wystarczy, że będzie przychodził codziennie lub co drugi dzień, by nasypać do miski jedzenia, nalać świeżej wody, posprzątać w kuwetach i troszkę futrzaka pomiziać (jeśli na to pozwoli).

W tym właśnie koty są lepsze od psów. W takiej sytuacji pies bardzo by cierpiał, no i przecież musi być regularnie wyprowadzany na spacery. Kot natomiast doskonale sobie daję radę. Może nie jest specjalnie zadowolony z faktu, że został sam w mieszkaniu, ale nie jest to dla niego wielką tragedią.

Taka jest już kocia natura. Musimy tylko zadbać o to, by miał pod dostatkiem wody i jedzenia (tu objawia się ogromna zaleta suchych karm dla kotów, które mogą długo leżeć w misce, nie psując się). Oczywiście trzeba ustawić dostateczną liczbę kuwet ze żwirkiem.

Oczywiście powinniśmy również zadbać o bezpieczeństwo naszego futrzaka – zamknąć dokładnie szafki, by się w nich niechcący nie zamknął, zabezpieczyć drzwi od pokoi, które również może przypadkiem zatrzasnąć i uwięzić się bez jedzenia i wody, itd. Warto również zapewnić mu rozrywkę w postaci dużej ilości zabawek, by się nie nudził, choć zapewne większość czasu będzie spał.

Dla kota lepsza jest samotność we własnym domu niż towarzystwo obcych ludzi w obcym miejscu. We własnym mieszkaniu czuje się bezpiecznie, choć z pewnością mniej lub bardziej tęskni za opiekunem.





Zdjęcie: Fotolia.com

5 komentarzy:

  1. Na szczęście mamy ten komfort, że jeśli wyjeżdżamy możemy kotkę zostawić u teściowej :) Wprawdzie to inne miasto, ale ona zna już dobrze rewir i ludzi bo spędziła tam sporo czasu razem z nami, więc nie znosi tego źle - pół dnia śpi, drugie pół drażni psa, który jest dla niej zadziwiająco łagodny, a w nocy wybywa na łowy. Po powrocie za pierwszym razem była na nas nieco obrażona, ale teraz już jak widzi nas po rozłące to od razu przybiega odebrać zaległe mizianie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja zawsze jak wyjeżdżam powyżej 3 dni to proszę znajomego o doglądanie kotów. Osobiście uważam, że nie powinniśmy sierściuchów zostawiać na dłużej niż 3 dni bez opieki. Oczywiście zdarzają się fajne "patenty" szczególnie jeśli ktoś ma duży dom, aby kociaka zostawić samego nawet na tydzień. Z tym, że przygotowanie do tego trzeba zacząć trochę wcześniej niż 2 dni przed wyjazdem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym się bała swojej kotki zostawić samej na jeden dzień - ale może ja jestem nadopiekuńcza ;) Najdłużej zostawała na 12-14 godzin jak oboje byliśmy w pracy ale wtedy cały dzień przesypiała i później nie odchodziła na krok od nas przez jakiś czas. Nawet nie chodzi o kwestie jedzenia i picia, ale przygarnęliśmy ją po tym jak została za szybko odłączona od matki i wyrzucona w lesie - myślę, że mocno przeżywa każdą dłuższą rozłąkę i nie miałabym serca zostawiać ją samą. Może inaczej byłoby gdybyśmy mieli dwa koty, ale póki co to tylko takie luźne rozmyślania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Jacku,
    bardzo szanuję Pana poglądy, jednak pisanie o "psychicznych wrakach" to, moim zdaniem, nadmierne generalizowanie.
    Sądzę że zdarza się tak w hotelach klatkowych, ze wspólnymi wybiegami, i takie hotele mnie też przerażają i napawają grozą.
    Natomiast nie ma takiej możliwości w moim hotelu, ale prawdą jest że mój hotel jest póki co jedynym takim w okolicach Warszawy jeśli nie w całym kraju.
    U mnie koty bawią się świetnie ( oczywiście mają swój pokój min.10 m2, wyłącznie dla siebie-nie stykają się z obcymi ) są pod moja osobistą i męża opieką i opieka ta nie ogranicza się do nakarmienia i posprzątania - my bawimy się z kotami, miziamy je i co najważniejsze zaprzyjażniamy sie z nimi, a ma to najczęściej miejsce jeśli nie od pierwszego to już od drugiego dnia pobytu :) Po kilku kocich pobytach skonstatowałam z pewnym zdziwieniem że niejednokrotnie daję im więcej uwagi, ciepła i zabawy niż mają we własnych domach - bo przecież ich właściciele cały dzień są w pracy a ja w hotelu w ciągu dnia poświęcam każdemu z nich bardzo dużo uwagi.
    Często słyszę od właścicieli ze koty po powrocie z mojego hotelu do domu są jak po wspaniałym urlopie-wypoczęte, zrelaksowane, wyciszone i słodkie jak nigdy wcześniej :)
    Niedowiarków zapraszam do siebie - jeśli się kocha koty tak jak ja i mój mąż to na prawdę wielką przyjemnością jest stworzyć im wspaniałe, absolutnie komfortowe warunki pobytu.
    Ale prawdą jest również że po kilku dniach tak się je pokocha że żal się z nimi rozstawać ...
    Poznałam bardzo wiele kotów bo wcześniej ratowaliśmy potrzebujące koty i bardzo wiele bo aż ponad 130 jest dzisiaj szczęśliwych we wspaniałych domach które im znależliśmy (a z którymi mam wciąż kontakt) i zastanawiam się czasem czy jest górna ilościowa granica kociastych, które można pokochać ? :) Ja wciąż do tej granicy się nie zbliżyłam :)
    pozdrawiam, Iwona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc o „psychicznych wrakach” pisałem i swoich kotach. Może określenie faktycznie jest zbyt mocne, niemniej jednak moje futrzaki bardzo źle znoszą pobyt w obcym miejscu, w którym nie ma mnie. Sporo z nimi jeździłem, ale zawsze były wtedy ze mną, a nie same pod opieką obcych ludzi. Jeśli chodzi ogólnie o koty, to nie ma co zaprzeczać, że niezbyt dobrze znoszą one pobyt w obcym miejscu. Fakt, zależy to od cech osobniczych. Dla jednych to bardzo traumatyczne przeżycie, dla innych stres jest mniejszy. Niemniej jednak nadal uważam, że oddanie zwierzaka do hotelu jest najgorszym rozwiązaniem, które można wybrać tylko w ostateczności. Bez urazy :)

      Usuń