czwartek, 7 listopada 2013

Narodziny kociąt

Narodziny kociąt
Zawsze jestem przy narodzinach moich kociąt. Kotki zwykle doskonale dają sobie radę przy porodzie, ale wolę być blisko. Tak na wszelki wypadek, gdyby jednak trzeba było pośpieszyć im z pomocą.  Poza tym, po prostu lubię obserwować poród. To niesamowite przeżycie, gdy maluchy przychodzą na świat. Moje kotki też lubią, jak im towarzyszę i wspieram je.

Moje podopieczne najchętniej rodziłyby w moim łóżku, gdybym im na to pozwolił, ale nie pozwalam. W ogóle kotów do sypialni nie wpuszczam, ponieważ spanie z kilkoma kotami, które wcale tak grzecznie nie leżą, tylko kręcą się w nocy, skutkuje niewyspaniem. Kiedyś było inaczej, ale było to jednak męczące, zwłaszcza, gdy kotka nie tylko chciała rodzić w moim łóżku, ale też uparcie swe dzieci do niego przynosiła. Teraz kotki rodzą w „swoim” pokoju. Mają tam wygodne legowisko, w ich dzieci mają cieplutko i mięciutko.

W pokoju tym nie ma żadnych zakamarków, gdzie matki mogłyby próbować swe dzieci schować, a sam pokój jest zamknięty dopóty, dopóki maluchy nie podrosną na tyle, by móc zwiedzać całe mieszkanie. Kotki bowiem mają tendencję do wybierania na poród miejsc ukrytych przed światem, np. w szafie, za łóżkiem, w szufladzie. Niestety nie zawsze jest to dobry wybór. Zwłaszcza młode i niedoświadczone kocie matki popełniają błędy, które mogą kosztować życie kociąt. Kotki wolno żyjące też tak mają.

Instynkt nie podpowiada kotkom wszystkiego. W opiece nad dziećmi bardzo ważne jest doświadczenie, a to przychodzi z czasem. Zdarza się, że kotka, która rodzi po raz pierwszy, zupełnie nie wie, co ma robić. Byłem świadkiem takiej sytuacji. Gdy jednak z moich kotek urodziła swe pierwsze dziecko, zamiast się nim zająć, stała nad nim i tylko trącała je łapką. Musiałem świeżo upieczoną matkę położyć na boku i podstawić malucha do sutka (oczywiście po wcześniejszym odcięciu pępowiny i wytarciu). Dopiero gdy kociak zaczął ssać, w kotce jakby obudził się ów instynkt macierzyński i zaczęła go wylizywać, a gdy na świat przyszło kolejne kocię, bez problemu sama się nim już zajęła. Gdyby nie było mnie przy porodzie, kocięta pewnie by nie przeżyły.

W poprzednim poście napisałem, że dokładniej daty porodu u kotów nie da się przewidzieć. Oznacza to, że gdy zbliża się termin porodu, trzeba zachować czujność i pilnować kotkę. Lata doświadczeń sprawiły jednak, że jestem wstanie rozpoznać to, czy poród się zaczął. Brzuch przyszłej matki jakby wówczas opadał, a ona sama zachowuje się w bardzo specyficzny sposób. Trudno mi jednak to zachowanie opisać. To się po prostu czuje i wie. Choć muszę przyznać, że czasami zdarza się, iż zostaję wprowadzony w błąd. Kiedyś jedna z moich kotek co wieczór zachowywała się tak, jakby miała zacząć rodzić. Siedziałem, czekałem, a ona po kilku godzinach „zmieniała zdanie i postanawiała, że jednak dziś rodzić nie będzie”. Trwało to cały tydzień. Możecie sobie wyobrazić, jak byłem niewyspany.

Poród u kotów nie różni się aż tak bardzo od porodu u ludzi. Pierwsze skurcze zaczynają się nawet na kilka godzin przed przyjściem na świat pierwszego kociaka. Im bliżej tego, tym stają się częstsze. Wejście do pochwy rozszerza się i po pewnym czasie pojawia się w nim kocię, które przy kolejnych skurczach zostaje wyparte na zewnątrz. Może to trochę potrwać. Widać, że nie jest to dla kotki przyjemne, często nawet bardzo bolesne – kotka płacze, kręci się, kładzie, przysiada – pewną ulgę przynosi jej wówczas delikatne masowanie brzuszka, a przede wszystkim emocjonalne wsparcie ze strony opiekuna.

Czas trwania całego porodu jest zmienny. Kocięta mogą przychodzić na świat w odstępach kilkunastominutowych, półgodzinnych, a nawet większych. Prawdziwy rekord pobiły chyba moje  kotki. Raz kocięta urodziły się z dobowym odstępem, a raz ostatnie przyszło na świat po... dwóch dniach! Jak widać nie trzeba wpadać w panikę, jeśli czas między kolejnymi porodami się przedłuża, ale kotka zachowuje się spokojnie i normalne. Trzeba jednak zachować czujność i przygotować się na ewentualną cesarkę.

Błony płodowe pękają zwykle w trakcie porodu, czasami rozrywa je matka, gdy wylizuje młode. Ona również przegryza pępowinę. Kilka minut po urodzeniu kociaka, kolejne skurcze powodują wydalenie łożyska, które kotka zjada. Kocięta rodzą się albo głowami do przodu, albo tylnymi łapkami – obydwa sposoby są jak najbardziej prawidłowe. Zdarza się jednak, że wychodząc tyłem, kocię ma tylne łapki podgięte pod brzuszek – to poród pośladkowy, który już nie jest prawidłowy i młode może mieć problemy z wydostaniem się na świat. U kotów perskich noworodki mają duże głowy i mogą zaklinować się nimi w ujściu pochwy.

Gdy już wszystkie dzieci się urodziły, zostały wymyte do czysta, zmęczona matka zwykle zasypia, gdy maluchy ssą smacznie mleko.

Zdjęcie: Fotolia.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz