poniedziałek, 8 lipca 2013

Imiona kotów

Imiona kotów
Z tymi imionami kotów to naprawdę zabawna sprawa. Niejaki Terry Pratchett miał całkowitą rację, gdy pisał: „Rodzina wkłada sporo wysiłku w znalezienie odpowiedniego na początek (Dla mnie ona wygląda na Winifredę), a potem, gdy mijają lata, kot nagle nazywany jest Mipek albo Łachudra.” Skąd ja to znam?

Oj tak, głowi się człowiek nad tym kocim imieniem, wymyślając różne Barnaby, Samanthy czy Princessy, a potem i tak okazuje się, że całkiem niepotrzebnie. A my, hodowcy, to dopiero prześcigamy się w nadawaniu naszym futrzakom dumnych, wymyślnych i zupełnie nieprzydatnych imion.

Gdy rodzą się nam kocięta, trzeba je jakoś nazwać, a to wcale nie jest takie łatwo. Wszystkie kociaki z jednego miotu muszą mieć nadane imię na tę samą literę, inną niż pozostałe mioty. Niech ktoś spróbuje wymyślić po raz enty sześć czy osiem imion na kolejną literę alfabetu! Bardzo proszę! Ja zaczynam już o tym dumać zaraz po kryciu.

Z drugiej strony wymyślanie kocich imion może być nawet zabawne. I tak wiem, że nikt o zdrowych zmysłach nie będzie wołał na kotkę „Qualis Artifex Pereo”! (Tak właśnie ma na imię jedna z moich kotek, co na polski język tłumaczy się: „Jakiż Artysta Umiera”.) Imiona wpisane do rodowodu są tylko na pokaz, na użytek publiczny. Imię użytkowe to zaś co innego.

I wcale nie trzeba się wysilać, by znaleźć imię dla naszego kota. Ono przychodzi samo. Wspomniana wyżej Qualis Artifex Pereo w domu wołana jest per Adehade. Dzieckiem będąc bowiem, była – delikatnie mówiąc – bardzo ruchliwa. Koty rosyjskie są pełne energii, jednak Adehade biła wszelkie rekordy! Minuty wręcz usiedzieć spokojnie nie mogła. Istny kot z adhd – i tak już zostało.

Z wiekiem Adehade stała się bardziej stateczną niewiastą. Więc może wypadałoby już zmienić jej imię, które zaczyna być niezbyt adekwatne do jej zachowania. To zresztą całkiem normalne, że kocie imię ewoluuje i zmienia się wraz z upływem czasu.

Babcia Adehade, o rodowym imieniu Be My Baby, była wyjątkowo słodką nastolatką. Została więc Dzidzią. Taka słodka z niej dzidzia była. Gdy się jednak zestarzała (i przytyła), trochę głupio było wołać na nią Dzidzia. Imię zostało wówczas zmienione na Dzidka, co znacznie bardziej do niej pasowało.

Tak, nad imionami, które znajdą się w kocich rodowodach myślę długo (coś do tych rodowodów trzeba wpisać przecież, a nie może być to byle co, prawda?), natomiast dumanie nad imieniem użytkowym uważam za stratę czasu. Samo się znajdzie prędzej czy później.

Zdjęcie: Fotolia.com

2 komentarze:

  1. właśnie czekamy na naszego kocura :)
    też z córką dumałyśmy jak tu nazwać RUSa coby imię było chociaż rosyjsko-brzmiące a za razem tajemnicze...
    propozycje były 3: Iwan, Misza i Borys...
    nam pasuje Borys. mąż za to oświadczył że będzie Klakier i do widzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah, mój to ma trzy imiona, ja go nazywam Łatek, tata Ernest, a mama Gulek i wszystkim pasuje, bo to wspólny kot, ale nie taki, że na każdym kroku się o niego kłócimu niewiadomow jak walimy... po prostu.. jakoś tak

    OdpowiedzUsuń