poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Kot rosyjski niebieski

Kot rosyjski niebieski
Uwielbiam te koty! Ale to nic dziwnego, w przeciwnym razie bym ich nie hodował. Wiem też, że każda sroka swój ogonek chwali, po prawdzie jednak koty rosyjskie niebieskie potrafią zauroczyć każdego, kto je nieco pozna.

Historia kotów rosyjskich związana jest z Rosją.


Tak przynajmniej wieść gminna niesie. Pochodzą z Archangielska, miasta położonego na zimnym Morzem Białym. W XIX wieku dzięki marynarzom, którzy chętnie zabierali je na statki, ponieważ miały jakoby przynosić szczęście, trafiły do Anglii. Czy jednak tak było naprawdę? Pewności nie mamy. Ponoć do dnia dzisiejszego w okolicach Archangielska spotkać można koty podobne w typie (nie byłem i nie widziałem), a potwierdzone ponoć źródła donoszą, iż przedstawiciele tej rasy byli ulubieńcami carskiej rodziny.

Niestety pochodzenie wielu ras okryte jest mgłą tajemnicy, więc koty rosyjskie niebieskie nie są tu wyjątkiem. Być może nie trafiły do nas z Rosji, ale pewne wydaje się to, że nie są one spokrewnione z kotami europejskimi. W ich żyłach płynie raczej krew kotów orientalnych. Wykazują na przykład wiele podobieństw do koratów – rasy wywodzącej się z Tajlandii.

Z drugiej strony niektórzy twierdzą, że pod pewnymi względami przypominają francuskie koty kartuskie. Niewykluczone, że te trzy rasy miały wspólnego przodka, którego potomstwo los rozesłał w trzy strony świata, tak odległe od siebie. Czy to możliwe? Hipotezę tę mogłyby potwierdzić zapewne wyłącznie dokładne badania genetyczne, ale czy ktoś już je przeprowadził, nie wiem.

U kotów rosyjskich niebieskich występują cechy, których nie znajdziemy u przedstawicieli innych ras. 


Na przykład poduszki łapek w kolorze lawendy. Jedynie wspomniane koraty mają lawendowe poduszki łap (co przemawia za pokrewieństwem tych dwóch ras), podczas gdy wszystkie koty o niebieskim futerku mają poduszki niebieskie. Albo niezwykła barwa futra, które sprawia wrażenie, jakby oprószone było mąką. Bierze się ona stąd, że każdy włos ma biały czubek. I znów cecha, którą mogą poszczycić się jeszcze tylko koraty.

Koty rosyjskie niebieskie należą również do tych nielicznych ras, które występują wyłącznie w jednym kolorze. Jak sama nazwa wskazuje – w niebieskim. Tak wiem, że wyhodowano również inne odmiany barwne, jednak większość stowarzyszeń hodowców kotów nie chce ich uznać, podobnie jak konserwatywni hodowcy tej rasy. Ja sam zresztą jestem przeciwny wprowadzania nowych kolorów. Dla mnie koty rosyjskie zawsze były, są i będą wyłącznie niebieskie. Zresztą nowe odmiany nie są tak ładne, nie mają np. typowego wysrebrzenia na futrze.

Najwspanialszy jest jednak charakter tych zwierząt. Jeśli ktoś pragnie mieć kota, który nie tylko leży i ładnie wygląda, to polecam rosyjskiego. To wyjątkowo towarzyskie wobec człowieka futrzaki. Niemal przez cały czas starają się być blisko swojego opiekuna i wyraźnie nie są zadowolone, gdy nie mają do niego dostępu. Są przy tym niezwykle ruchliwe. Właściwie to ciągle łażą po mieszkaniu, wsadzają nos we wszystkie miejsca i plączą się pod nogami, a to już nie każdemu odpowiada. Nie są więc to koty dla każdego. Czasem bowiem trzeba mieć do nich dużo cierpliwości.

Współczesne koty rosyjskie niebieskie różnią się wyglądem od tych sprzed lat. 


Są bowiem znacznie smuklejsze, co jest efektem między innymi kojarzeń z kotami syjamskimi (niestety!). Zmiany tego typu zawsze są nieuniknione, odzwierciedlają bowiem pewną modę, która kształtuje wygląd hodowanych zwierząt. Jednak w przypadku kotów rosyjskich niebieskich trochę mnie te zmiany niepokoją, ponieważ moim zdaniem zmierzają w niewłaściwym kierunku. Wyraźne zafascynowanie kotami tej rasy w typie amerykańskim, jakie możemy ostatnimi laty możemy obserwować w Europie zaczyna negatywnie odbijać się w wyglądzie kotów rosyjskich, które zaczynają przypominać mi koty syjamskie z ich wielkimi oczami, a dążenie do coraz jaśniejszej barwy futra skutkuje zanikaniem typowego wysrebrzenia.

Nie wszystkie zmiany są jednak negatywne. Kiedyś koty rosyjskie niebieskie, choć tak przyjazne wobec ludzi, miały wielkie problemy z obcowaniem z obcymi kotami. Wyjątkowo źle znosiły również przebywanie na wystawach. Po prostu bardzo się bały i, niestety, czasami reagowały agresją. Ponieważ bardzo długo hoduję tę rasę, pamiętam czasy, gdy ich zachowanie na wystawach ich było delikatnie mówiąc kłopotliwe. Domieszka krwi zwierząt sprowadzonych ze Stanów Zjednoczonych zmieniła ruskie, które już nie sprawiają na wystawach takich problemów. Trzeba bowiem przyznać amerykańskim hodowcom, choć nie podobają mi się ich koty z wyglądu, że mają swoje zasługi w kształtowaniu cech psychicznych.

Tak na marginesie, koty do wystaw trzeba przygotowywać, i nie chodzi tylko o wygląd. Trzeba je przygotowywać psychicznie. W odpowiedni sposób przyzwyczajać do obcych ludzi i zamieszania, i najlepiej zacząć jak najwcześniej. Dużą rolę pełni tu hodowca. A co do poprawiania urody, to akurat koty rosyjskie nie wymagają specjalnych zabiegów pielęgnacyjnych przed wystawami. Na co dzień zaś są niemal bezobsługowe – regularnie przycinamy pazurki, raz lub dwa razy w miesiącu dokładnie szczotkujemy, a od czasu do czasu czyścimy futro specjalnym płynem.

Tekst: Jacek P. Narożniak
Zdjęcie: Fotolia.com

4 komentarze:

  1. Dla mnie kot rosyjski, nie jest zbyt ładny bo w tym dymie wydaję się być ponry.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla całej mojej rodziny ten kot też jest piękny, chociaż ja nigdy ich na żywo nie oglądałam to wierzę, że to co pan mówi (że chcą być bardzo blisko właściciela, że ładnie wyglądają, że plączą się po nogami) jest prawdą, bo lubię takie coś😛

    OdpowiedzUsuń
  3. My zakochaliśmy się w szaraczku. Piękne oczy, futro i właśnie jego bliskość z człowiekiem. Obecnie czekamy na odbiór z hodowli i odliczamy dni !

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy ktoś wie jakiego wieku dożywają Rosyjskie Niebieskie . Mój Kubuś skończył 16 lat jest strasznie słabiutki że ma klopoty ze wzrokiem wiedziałam od dawna troche nam chorował miał operacje ,Ale od 2 tygodni jest bardzo słaby sam nie wejdzie na wersalkę . A ja mało nie placzę Stale leży i posypia ale apetyt ma dobry jak ma pod noskiem jedzonko to je pałaszuje ale juz mu musimy tyłek podcirac bo juz sam tego nie robi i posikuje . ale sie boje ze jak pójde do weta to pewnie powie ze trzeba go uspać . Jesteśmy z mężem załamani naszym zdrowiem pupilka

    OdpowiedzUsuń